by Joanna Joanna Brak komentarzy

Walka ze smogiem skierowała oczy polityków w kierunku samochodów, a właściwie ich układów wydechowych. Za problem z zanieczyszczonym powietrzem częściowo odpowiadają właśnie szkodliwe spaliny. Główne oskarżenia padają pod adresem pojazdów z silnikiem diesla. Zwłaszcza tych, w których wycięto filtr DPF.

Przypomnijmy pokrótce, że wraz z katalizatorami samochodowymi dba on o czystość spalin i opowiada za usuwanie z nich cząsteczek stałych, w tym sadzy. Filtry te są dość problematyczną częścią, ich sprawność po pokonaniu 80 tys. kilometrów pozostawia coraz więcej do życzenia, a naprawa jest bardzo kosztowna. Konkretnie rzecz ujmując – koszt waha się od 3 000 zł do nawet 15 000 zł przy wymianie części na nową !

Wielu kierowców decyduje się zatem na ich wycięcie.

Partia “Nowoczesna” złożyła jakiś czas temu do Sejmu propozycję, aby właściciel (a nawet użytkownik) pojazdu, który pozbawiony jest DPF-u otrzymał grzywnę w wysokości do 5 000 zł. Karą miał zostać obciążony także warsztat, który podjął się takiego zabiegu. Przepis jednak został odrzucony i to już w trakcie pierwszego czytania.

Funkcjonuje jednak przepis mówiący o tym, że auto pozbawione filtru nie przejdzie pomyślnie corocznego badania technicznego. Tu zaczyna się właśnie najbardziej interesująca część tej historii.

 Jak wygląda weryfikacja obecności filtra na chwilę obecną ? 

Otóż diesle wyprodukowane po 2008 roku, spełniające normę Euro 4 i późniejsze (Zobacz więcej o normach spalin EURO) sprawdzane są przez diagnostów w następujący sposób :

Wprowadza on trzykrotnie silnik na najwyższe możliwe obroty (każdorazowo po 1,5 s) i sprawdza czystość spalin. Sęk w tym, że musi zrobić to na biegu jałowym. Pojawia się zatem problem. Dlaczego ? ponieważ diagności w rzeczywistości nie przeprowadzają takiego testu w obawie przed zniszczeniem silnika. Dodatkowo warto wspomnieć o tym, że część aut na biegu jałowym albo samoczynnie gaśnie, albo następuje odcięcie obrotów.

Propozycja rządu 

Według nowych pomysłów, sprawdzanie zadymienia ma się odbywać przy pomocy procedury przeprowadzanej w warunkach swobodnego przyspieszania silnika. Gaz będzie dodawany stopniowo, do momentu, w którym pomiar zostanie zaakceptowany przez diagnostę. Wynik z raportu będzie musiał być wpisany do protokołu kontrolnego. Jest on zwyczajowo pomijany na chwilę bieżącą.

Zmianie ulegnie także norma zadymienia określona za pomocą przepuszczalności świetlnej spalin. Obecnie wynosi ona 1,5 m-1. Po zmianach ma być 7 razy wyższa i równa 0,2 m-1. Im wyższy uzyskany wynik, tym mniejsza przepuszczalność światła dymu.

Istnieje jakiś prostszy sposób ?

Oczywiście, że tak. Pomijamy wycięcie puszki i bezpośrednie sprawdzenie czy zawiera ona wspomniany filtr. Wystarczy wpięcie w OBD – układ diagnostyki samochodowej, który wskazuje nam pięknie jaki jest stan zapełnienia filtra. Jeśli znamy wynik, możemy udać się na krótką, trwającą kwadrans przejażdżkę i ponownie wykonać procedurę. Jeśli wskaźnik zapełnienia nie drgnie nawet o 1 %, możemy być pewni, że filtra nie ma. Gdyby był, zapewne zapełniłby się choćby minimalnie po pokonaniu nawet krótkiej trasy.

Nie jest to metoda niezawodna, która dawałaby nam całkowitą gwarancję, jednak z pewnością bardziej optymalna niż ta, z którą mamy do czynienia na chwilę obecną.

 

Przypominamy, że posiadając zarówno niesprawny, zużyty filtr DPF czy katalizator samochodowy, warto sprzedać go w profesjonalnym punkcie skupu. Wciąż może być on sporo wart.

Ile ?

Aktualne ceny ponad 7 700 modeli zużytych katalizatorów znajdziecie jak zawsze w cenniku.

Gdzie sprzedać katalizator w znalezionej cenie ?  – znajdź najbliższy punkt skupu.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *